Translate

Tuesday, 11 September 2018

GReYFRIaRS HeRB GaRDeN. Edinburgh






                                                    26A Candlemaker Row, Edinburgh EH1 2QE

                                                        1 Greyfriars Place, Edinburgh EH1 2QQ

Tego miejsca nie sposób pominąć.
Program obowiązkowy wszystkich wycieczek.
Jednak to nie historia wiernego psa o imieniu Bobby jest tematem tego postu.
Nie będzie też o zabytkowym kościele ani wydarzeniach muzycznych jakie mają tu miejsce.
Pominę również opowieści o ludziach, którzy spoczywają na okalającym kościół cmentzarzu.
O tym wszystkim można usłyszeć od przewodników, których opowieści nierzadko
przypominają wystąpienia teatralne, gdzie zarówno aktorzy, jak i publiczność
świetnie się bawią.

Pozostając w przykościelnym otoczeniu, wspomnę o ziołowym ogrodzie, który
powstał dzięki realizacji pomysłu lokalnej społeczności jako Grassmarket Community
Project.
W Edynburgu społecznościowe ogródki nie należą do rzadkości. Zazwyczaj są to
niewielkie poletka wygospodarowane w przestrzeniach należących do miasta,
głównie w parkach.



Na cmentarz prowadzą trzy wejścia : przez bramę główną kościoła, od przeciwnej strony
oraz od strony Grassmarket. Klomby wydają się naturalnymi skupiskami dziko rosnących
ziół. Jednak w tym  bioróznorodnym gąszczu można zauważyć tabliczki z nazwami roślin.






                                       Ogórecznik lekarski, słonecznik i krzew laurowy





                                                                            Wrotycz





                                                                            Melisa


                                                                         Krwawnik 



                                                                            Malina


                                                                         Wiesiołek









                                                ogórecznik i przekwitający dziurawiec







                                                                  i oczywiście nagietki















W zachodniej części cmentarza, wzdłuż okalającego go muru, tak charakterystyczne
w tych okolicach osty. Nieco dalej wierzbownica. I znowu klomb, tym razem
z miętą i majerankiem.  A w tym wszystkim pszczoły, pająki, motyle, muchy...
Jeszcze nie uśpione, bo to dopiero początek jesieni, ale już senne, leniwe, zszarzałe...
Takie to miejsce w sercu miasta.



Wednesday, 29 August 2018

BoNNYRiGG. Suburban Permaculture Garden



Bonnyringg jest niewielkim miasteczkiem, do którego pewnie nie wybrałabym się
bez konkretnego powodu.
Od Edynburga dzieli je 12 km,
Położone na południe od stolicy Szkocji, w pobliżu większego i bardziej znanego Dalkeith,
było niegdyś, jak większość miejscowości na tym obszarze, związane z wydobywaniem
węgla kamiennego. Ale to już przeszłość, którą przypomina miejscowe muzeum.


Dlaczego więc Bonnyrigg?
Nie tylko z powodu słonecznej aury i wolnego od pracy dnia. Chociaż  ten zbieg okoliczności przypomniał mi o dawnym zamiarze odwiedzenia ogrodu permakulturowego znajdującego się
właśnie tam.






                                               http://www.dariusdiplomaadventure.co.uk/

https://scotland.permaculture.org.uk/people-projects-places/project/park-road-garden-scotland-centre

Wiedziałam tylko tyle, że jest.
Kilka miesięcy wcześniej znalazłam informację, zapisałam adres i to wszystko.
Na stronie internetowej Darius Namdaran, gospodarz i współtwórca rodzinnego gospodarstwa zaprasza zainteresowanych, sugerując uprzednie uzgodnienie terminu spotkania.
Ta sugestia umknęła mej pamięci, kiedy to z przystanku na North Bridge, wyruszyłam
do Bonnyrigg autobusem nr 31.
Nie znałam dokładnego adresu. W mej pamięci zanotowałam jedynie łatwą do zapamiętania
nazwę ulicy. Park Road.
Na miejsce podprowadziła mnie zapytana uprzednio o drogę miła mieszkanka miasteczka.
Wiedziała gdzie, więc postanowiła towarzyszyć mi do końca.
Kiedy zorientowałam się, że jest to przydomowy ogródek, miałam ochotę wycofać się,
i, umawiając się wcześniej, przyjechać w dogodnym dla gospodarzy terminie.
Jednak moja przewodniczka nie widziała problemu, zapukała i zapytała w moim imieniu.
I tak problem się rozwiązał:)









Te kaczki to wprawdzie nie biegusy indyjskie, ale podobnie jak biegusy, uwzględniają
ślimaki w swoim menu. Mają sadzawkę oraz domek, który jest proporcjonalnym
do ich potrzeb tunelem, z częścią odkrytą i zadaszoną.


No i mój zachwyt:) "Stoliczku nakryj się"
Mięta wyrastająca wprost ze stolika.
Instrukcję jak wykonać taki stolik znalazłam na jutjubowym kanale Dariusa
'Enjoy Transformation' :

                                         https://www.youtube.com/watch?v=Y3RVSzHwO5g


Przed kuchennym oknem zielnik. Dominują moje ukochane nagietki, tutaj zwane marigold.
Grządki oczywiście podwyższone.
A poniżej domki dla kurek. W tym samym stylu co dla kaczek. Spójność architektury
gospodarczej zachowana.




 Kury ozdobne rasy czubatka polska, Te akurat mało widoczne bo siemieniate
(to taki kolor drobiu, zbliżony do szykretowego w przypadku kotów)


   Bioróżnorodny gąszcz warzywny.
   Jest jeszcze grządka w roślinami miododajnymi, sad z dwiema śliwami, oraz jabłoniami
   i gruszami w tej samej ilości.



    oraz cukinie i dynie...


Niedawno kupiłam książkę o bylinach uprawianych w Wielkiej Brytanii.
I sprawdziłam, że ta roślinka to (z umiarkowana pewnością) Cape figwort (Phygelius capensis)


A wszystko to obejrzałam dzięki życzliwości Meg, córce Dariusa.
Jak mi powiedziała, ogród ma już osiem lat. A sama przekonałam się, że ten zajmujący niewielką
powierzchnię przydomowy ogródek, jest permakulturowo zagospodarowany w każdym kawałeczku. Widać w nim miłość do natury, do własnego siedliska, które w tym wypadku nie jest wiejską
posiadłością, ale domem i ogrodem w centrum miasteczka.

A żeby było naprawdę blisko natury, Meg oprowadzała mnie w towarzystwie swojego
ukochanego zwierzątka.
Jasmine, takie imię nosi jaszczurka, była nieśmiała i nie schodziła z rąk Meg.
Na moje szczęście, bowiem raczej unikam bliższych kontaktów z gadami:) Nie dało się tego
ukryć. Na szczęście spotkałam się ze zrozumieniem Meg, która zauważyła, że większość ludzi
boi  się gadów. A po angielsku, w moim odbiorze zabrzmiało to dwuznacznie, bowiem odebrałam
to tak, ze większość ludzi boi się reptilian:)
Jasmine ma bardzo łagodną, miłą energię. Było mi naprawde przykro, że mam uprzedzenia
do niektórych stworzeń. Może kiedyś to się zmieni, ale wyczułam, że Jasmine zdaje sobie z tego sprawę. I było mi podwójnie przykro.



Dopiero po powrocie z Bonnyrigg wyszukałam jutjuba, w którym Darius oprowadza
po swoim kawałku świata :

                                                  https://www.youtube.com/watch?v=wzA_tCvzjtE

Poniżej skopiowana jego wypowiedź :

"Hi, this is my family garden in Bonnyrigg. I wanna show you around. We spent a few years trying to make it as productive as possible for us a family. That fits in with our life. What we've done is you've got to look at all the needs of us both in the family Hawaii and daughters and put it in to the garden and using glamour culture design as a way of doing the joined up thinking we put in your third behind me rings their small print bed and planters chicken beans on the kitchen and my daughter washable aviary with them ferret and we've got ducks and we've got and people and also specifically washing line what is done is like all of those things together much possible to make it work for us of the family not a case of signs of anything to our showpiece but a practical place for us to get more power by barking more joy more and booths for nutrition and more together time as family so they try to make the most after the start eventually we started thinking it if you like them i'm informed do we like back to what we want that these have been sufficiently from the garden and the projects we want these are new productivity to do is more than just the food they keep..."

i przy okazji mapa permakultury w Wielkiej Brytanii :

https://permaculture.org.uk/land