Celem mojego wczorajszego spaceru do Hove nie było upodobanie
do deszczowych nastrojów. Maszerowałam do Language Teaching Centres
przy Portand Road. Jest to jedna z licznych szkół języka angielskiego
jakie istnieją w Brighton (& Hove).
Latem na kursy wakacyjne przyjeżdża tu mnóstwo młodzieży z różnych
stron świata.
Szkoły są dobrze zorganizowane, zapewniają zakwaterowanie, rozrywki
i odpowiedni dokument potwierdzający wiedzę ucznia.
Niektórzy zostają na kilka miesięcy by uczyć się języka a przy okazji
dobrze bawić. Brighton idealnie się to tego nadaje.
Cudzoziemcy będący w nieco innej sytuacji, tzn. dorośli, których przyjazd
był zmotywowany nieco odmiennymi priorytetami, wyszukują szkoły
z bezpłatnym kursem. Przez pierwsze miesiące mojego pobytu w Anglii
niestety nie udało mi się znaleźć żadnego. W lipcu tego roku załapałam się do LTC.
Miesiąc jest długi, więc mnóstwo ludzi przewija się w tym czasie przez
lekcyjną salę. Sporo z nas chodzi 'w kratkę'. Pojawiają się nowe twarze.
W mojej grupie są ludzie róznych narodowości. Wszyscy startujemy z jednego
poziomu, i mimo, że nasz zasób wiedzy jest różny, testy wskazują jednoznacznie ;
zaczynamy.
Nauczyciele nie mają łatwo. Każdy z nas mówi w swoim własnym,
angielskopodobnym dialekcie. Piszę 'nauczyciele' w liczbie mnogiej, ponieważ
jest ich kilkoro i w ciągu dwugodzinnych zajęć, każdy z nich ma kilkuminutowe
'wejście'.
Uczenie nas jest praktyczną częścią ich szkolenia. Bowiem oni też chodzą do tej
właśnie szkoły. W przeciwieństwie do nas płacą, są oceniani i czeka ich końcowy
egzamin. Są naprawdę świetni i dają z siebie dużo. Głównie Brytyjczycy,
ale zdarzają się też cudzoziemcy.
Wśród nauczycieli mieliśmy Amerykanina, Turczynkę, Austriaczkę i Rumunkę.
Jestem pełna podziwu dla ich pracy. Jak oni to robią?
Mają przed sobą grupę ludzi, których nie tylko mają nauczyć, ale dodatkowo
zrozumieć co uczeń mówi wplatając 'angielskie' słowa w sobie tylko znaną
konstrukcję zdaniową. Dukając poszczególne zdania bez właściwej intonacji,
za to z bardzo specyficznym akcentowaniem. Nie mają łatwo. Ale są cudowni.
Najlepiej wychodzi tym ze skłonnościami aktorskimi, ale inni też mają swoje
sposoby.
Kiedy już się trochę poznaliśmy i polubili, czas się rozstać. Nauczyciele kończą
swój kurs i rozjeżdżają po świecie.
A my już zapisujemy się na kolejny, styczniowy.
Nauczyciele będą nowi, niektórzy uczniowie też. No i może ten nasz angielski
będzie trochę bardziej angielski?
Póki co, ostatnie spotkanie.
Oglądamy 'Jaśka Fasolę', komentujemy poznając nowe słówka. Gry, zabawy,
dużo śmiechu, miły poczęstunek i pożegnalna fotografia,
A oto kraje pochodzenia uczestników kursu :
Kazachstan, Turcja, Szkocja, Afganistan, Bangladesz, Słowacja, Italia, Tunezja,
Irak, Egipt, Litwa, Chiny, Sudan, Hiszpania, i Polska.