Translate

Thursday, 7 July 2016

MUSSELBURGH. Omułkowy gród





W Musselburgh jest zawsze godzina dwunasta.
Tak myślę, kiedy przejeżdżam przez to miasto. Na wieży kościelnej, wskazówki jak
zaczarowane, zawsze w tym samym punkcie. Nie, zegar nie jest zepsuty, po prostu
tak się składa, że przejeżdżam tamtędy o tej porze.
Najbardziej lubię trasę autobusu nr 26 wzdłuż wybrzeża.
Portobello, Joppa i Musselburgh, łączą się, przechodząc kolejno jedno w drugie.
Portobello i Joppa ma nawet  wspólny kościół parafialny na granicy obu miasteczek.


Musselburgh leży nad morzem (konkretnie nad zatoką Firth of Forth).
Odległy od centrum Edynburga 10 km w kierunku wschodnim, wita kwietnymi rabatami, 
tworzącymi rajska mozaikę oddzielającą morskie wybrzeże od drogi.












Miejsce to spodobało się Rzymianom jeszcze w I wieku naszej ery. Podobnie zresztą
jak cała Wyspa, którą zapragnęli zjednoczyć z Cesarstwem, żeby było jednolicie
i bez komplikacji językowych. Tak sądzę, bo nie widzę innego powodu, żeby budować
mosty, mury i osiedla w miejscu dość odległym, zważywszy brak komunikacji lotniczej.
Chociaż... "ahoj przygodo!" (w wersji przygody wojenne).
Miejsce nazwane później Musselburg, okazało się idealnym przystankiem dla lubiących
podróże Rzymian.
W staroangielskim "mussel" oznacza skorupiaka/mięczaka/małża
a "burgh" miasto, Morze dawało swoje owoce, co po sprowadzeniu z południa tymianku,
rozmarynu i liści laurowych, zapewniło Rzymianom namiastkę kuchni śródziemnomorskiej.


Omułek Jadalny (Mytilus Edulis) , a właściwie jego skorupka bez bebeszków.
Starożytni wiedzieli co jedzą, bo bo stuleciach wrócił do łask w formie kapsułek
(jako suplement żywieniowy),


i gotowych bezpośrednio do spożycia przysmaków (dla amatorów frutti di mare)
w domu

                                             
                                             lub restauracji w okolicach Princess Street.



albo przyrządzonych samodzielnie według przepisu chińskiej damy


a dla roślinożerców, zamiast omułka, pory w edynburskiej odmianie 'musselburgh'

     
Nie wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Dlatego konieczne są drogowskazy.
Stąd wiadomo gdzie znajduje się Brunton Theatre, Fisherrow Community Centre,
kręgielnie, kościoły, sklepy, szkoły, rzeka, wybrzeże i najważniejsze : tor wyścigów
konnych. Nazwy ulic również informują. Jest więc główna High Street, Bridge Street
oraz Edinburgh Road.













Wracając do Rzymian. Na pogodę nie mogli narzekać, bo po europejskich zimach,
tutejszy klimat był nad wyraz sprzyjający.
Tak więc przybywali, i przebywali tu przez jakiś czas oddając się ulubionym przez
ludzkość rozrywkom. Mieli silne parcie na Północ, co wzmocnione mowami
motywacyjnymi  przywódców, podwyższało poziom adrenaliny. Tak więc w grabili,
zabijali, główkowali jak przechytrzyć wroga (gry strategiczne dla bardziej rozgarniętych),
i uszlachetniali miejscowy gatunek.
Gdy obie strony były zmęczone wzajemnymi potyczkami, Rzymianie budowali,
bo w tym byli naprawdę dobrzy. A że z braku pewności co do terminu pobytu
nie mogli pozwolić sobie na wznoszenie amfiteatrów i panteonów, zadowolili się
budową mostów i murów.
W mieście istnieje nawet most zwany rzymskim.











Obecnie miasto to liczy ponad dwadzieścia tysięcy mieszkańców, i obszarowo
jest dość rozległe. Przecina je rzeka Esk.
Nie zachwyciło mnie, co nie znaczy, że nie ma zalet. Jest tu wszystko, co potrzebne
dospokojnego życia. A jeżeli potrzeba czegoś więcej, Edynburg w zasięgu ręki.

Przy okazji, istnieje tu odwieczny "konflikt" które z miast jest starsze, czyli które
otrzymało prawa miejskie jako pierwsze, a tym samym posiada więcej powodów do dumy. Historycznie, kilkunastoletnia różnica, przemawia na korzyść M. ale uniwersalna zasada
"po owocach ich poznacie", nie pozostawia wątpliwości.
Historia podobna jak pomiędzy Tyczynem a Rzeszowem:) i wieloma innymi
sąsiadującymi ze sobą miastami, niezależnie od położenia geograficznego.











































No comments:

Post a Comment