Wednesday, 31 December 2014

My first day in BARCELONA. Pierwszy dzień w Barcelonie.


Mój pierwszy dzień w Barcelonie zbiegł się z drugim dniem Świat
Bożego Narodzenia.
Przyleciałam wczesnym popołudniem, mogłam więc podziwiać miasto
z okiem Aerobusu, który wiózł mnie z lotniska do Centrum.
Wysiadłam na Placa de Catalunya. Stąd jak się później okazało miałam
jakieś 10 minut do mojego hostelu. Mimo, że hostel znajduje się przy
Passeig de Gracia, gdzie bardzo łatwo trafić, pielgrzymowałm tam
dobre dwie godziny, korzystając wprawdzie z mapy lecz interpretując ją
po swojemu umieszczając wschód na południu.


A słońce wyłania się w Barcelonie z morskich fal. W dodatku kierunek
wschodni wskazuje odkrywca Kolumb odwrócony plecami i pozostałymi częściami
ciała do miasta.
Mój kataloński kolega z Brajtonu zauważył, że jest to pomyłka, bowiem Ameryka, którą słynny
Hiszpan zauważył jako pierwszy, znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie.
Ja jednak uważam, że należy wziąć pod uwagę symbolikę (wschód jako początek, morze jako wyzwanie, 'tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga' itp.) oraz fakt, że według obowiązującego od paru wieków paradygmatu, Ziemia jest okrągła, więc wszystko jedno skąd się wyrusza.

Pomnik ustawiony na bardzo wysokiej kolumnie
pozwala również zorientować się, gdzie jest przystanań, pobliskie Muzeum
Morskie (Museu Maritim/Maritime Museum) i niedaleki dworzec Estacio de Franca.
I tam właśnie udałam się w sobotni ranek.



Jednak zanim tam trafiłam, zatrzymały mnie stragany ze starociami. Czego tam nie było!
A co było, można podziwiać na tych oto fotografiach :




W pobliżu morza było znacznie chłodniej. A dzień nie był słoneczny. Mimo to,
kusiła mnie przejażdżka statkiem spacerowym po fragmencie Morza Śródziemnego.
Zauważyła to sprzedawczyni biletów z nabrzeżnej kasy, bowiem przywitawszy mnie
przyjaznym 'hola!', zaproponowała 40 minutową wycieczkę za jedyne 7 i pół euro.
Ochoczo przystałam na tę propozycję i po chwili siedziałam na otwartym górnym pokładzie
odczuwając coraz bardziej wyraźny chłód i podziwiając morskie fale.
Wkrótce dołączyła para Japończyków w bardzo ciepłych kurtkach, a chwilę potem francuska
rodzina arabska z małą dziewczynką. I tak czekaliśmy jeszcze dobre kilkanaście minut
kiedy to dołączyły do nas jeszcze dwie osoby, po czym statek odbił od brzegu.
Trochę wiało. Za chwilę nieco bardziej. Każdy wtulał się w to co miał na sobie, nosy i uszy
nieco się zarumieniły niektórym, i tylko dziecko było nieustannie zachwycone
a ponieważ nie mówiło jeszcze w żadnym języku, wydawało tylko radosne okrzyki
pokazując na wszystko co przemieszczało się w zasięgu wzroku. Zapatrzony w córkę tata
podzielał jej entuzjazm, co potwierdzał nieustannym 'ó la la'.
Nie wiem, czy ten termometr wskazywał temperaturę odczuwalną, ale odczuwając,
zgadzałam się z tym co wyświetlał.


Postanowiłam więc ogrzać się w jakimś budynku. Może być muzeum, mimo,
że programowo nie przewidywałam tym razem zwiedzania takowych.
Jednak to, poza tym, że mieściło się w bardzo intrygującym mnie budynku
zainteresowało mnie tematyką.


Muzeum Morskie mieści się w dobrze zachowanym XIII wiecznym kompleksie dawnej
Stoczni Królestwa Aragonii. Zostało utworzone w 1941 roku, w czasie wojny zniszczone,
a po, odbudowane. Robi wrażenie ogromem, przestronnością i nieporównywalnym
wyglądem, bowiem nie wiedząc, trudno zgadnąć jakim celom mógł służyć taki obiekt.
Oprócz eksponatów związanych z historią żeglugi, można obejrzeć projekcje multimedialne
dotyczące współczesnej Barcelony. Na terenie Muzeum znajduje się również restauracja.




W cenę biletu (5 euro) jest wliczone zwiedzanie żaglowca 'Santa Eulalia'
przycumowanego w porcie


"In the Drasannes were built in the 13 until 18 Century war and merchant ships  The construction of the shipyards was Barcelona's naval supremacy throughout the Mediterranean expansion. It could take up to 30 galleys simultaneously in the built vaults. From 1792, the Drassanes are used as barracks.
Since 1929, the permanent exhibition is at the Maritime Museum and shows the maritime history of Catalonia, the museum moved in the Gothic building in 1936. In several steps then the buildings were restored, so that it now has an exhibition area of more than 10,000 sq metres."

                              http://www.barcelona.de/en/barcelona-museum-maritim.html

A dodatkowo wystawa. Współczesne kowalstwo artystyczne i rzeźba :





 





     

Tuesday, 30 December 2014

Mountains Team. Czyli Górska Drużyna



 Hello Newton, Mel, Eduardo, Ian and Nocole!
Are you dreaming already about our  next trip?

                                                                                                                      


Thank you for spending this lovely day together.
                                      It was really special  to be able to share the day with you.
                                                                         Thanks!




To był naprawdę niezwykły dzień. Wiedzieliśmy, że każdy przeżywa go
na swój sposób. Naprawdę polubiliśmy się i postanowiliśmy być ze sobą
w kontakcie. Może nawet wybierzemy się wspólnie do Lizbony?
Mel, Eduardo, Nicole i Newton zostali jeszcze na
kilka dni w Barcelonie i zaplanowali wspólny czas.
Ja i Ian wyjechaliśmy następnego dnia.


... a po powrocie do Barcelony kolacja w  http://www.cera23.com/


i koncert Luiz Mura w hostelu 'Casa Gracia'

https://www.youtube.com/watch?v=m6pobmyGT70

Montserrat Natural Park. Catalan. Spain






Masyw górski Montserrat ciągnie się na długości 10km.
Od Barcelony dzieli go 40 km jadąc w kierunku północno-zachodnim.




"serra" w języku katalońskim znaczy dosłownie "postrzępiony", czyli "postrzępione
góry" nazwa nadana ze względu na skojarzenie jakie wywołują skały oglądane
z pewnej odległości. Ale nie jestem tego pewna. W przyszłym tygodniu zweryfikuję
to po konsultacji z moim katalońskim kolegą.




Główny szczyt Sant Jeroni wynosi 1,236 m.
Montgrós (1,120 m) i Miranda de les Agulles (903 m).



"Montserrat" literally means "saw (serrated, like the common handsaw)
mountain" in Catalan. It describes its peculiar aspect with multitude of r
rock formations which are visible from a great distance. The mountain is
composed of strikingly pink conglomerate, a form of sedimentary rock.
Montserrat is Spain's first National Park.
The main peaks are Sant Jeroni (1,236 m),
Montgrós (1,120 m) and Miranda de les Agulles (903 m).[1]
The Caribbean island of Montserrat was named
by Christopher Columbus after the mountain.
                                                         From Wikipedia, the free encyclopedia


Last day in BARCELONA czyli dzień ostatni w Barcelonie


Muszę zacząć od końca czyli od wczoraj. Wprawdzie do Brajtonu
przyleciałam dzisiaj, ale wczoraj był tak naprawdę ostatni dzień mojej
aktywności w tym mieście.
Wczorajszy dzień mogłabym zatytułować "czasami marzenia się spełniają".
Bo marzyła mi się wycieczka w góry. Wcześniej myślałam o zwiedzeniu
jakiegoś pobliskiego miasteczka, być może o jednym dniu w Gironie, co
tak naprawdę nie napawało mnie ekscytacją. Jednak co góry to góry.
Kto mnie bliżej zna (czyli tych kilka osób zaglądających na mojego bloga:),
wie o mojej specyficznej orientacji przestrzennej. Kiedy towarzyszą mi inne
osoby całkowicie oddaję swój los w ich ręce. Obojętnie, czy jest to las, miasto
czy inne środowisko, zdaję się na łaskę lub niełaskę przyjaciół. To dlatego
zazwyczaj staram się być miła, by zapewnić sobie ich życzliwą pomoc:)
Ufam, że wybiorą właściwy kierunek i dotrzemy do właściwego celu przed północą.
Ponieważ jednak najczęściej zdana jestem na własne towarzystwo, sprawa
zaufania traktowana jest przeze mnie z ograniczonym zaufaniem.
Naprawdę, tylko nieliczni wiedzą co przeżywam. I jestem im ogromnie
wdzięczna, że pilotują mnie z dalekich krajów. Stąd wiem co trzeba zrobić
kiedy już szczęśliwie wyląduję lub wysiądę z pociągu.
Przezornie nie będę się rozpisywać na ten temat bo mogła by mnie rozboleć
głowa od samych wspomnień. Kończąc, aby wycieczka w zupełnie nieznane
(tak, jak w tym przypadku podróż koleją z przesiadką, a wcześniej metrem
i wszystko, co się z tym wiąże;) miejsce doszła do skutku, potrzebuję
towarzysza podróży.
I przedwczorajszego wieczoru, siedząc w hostelowej świetlicy (przecież nie
napiszę w liwingrumie, skoro mamy jakże świetlistą polską nazwę na takie
pomieszczenie), zauważyliśmy się ze współmieszkańcem mojego pokoju.
Wprawdzie zdążyliśmy się  już wcześniej sobie przedstawić, ale nie było
okazji do bliższej rozmowy. Więc gadu gadu jak zwykle, gdzie się wczoraj
było, i jakie plany na jutro. I wyszedł górski temat. Ponieważ od niedawna
potrafię wyczuwać takie sprawy, wiedziałam, że mój kolega jest rozgarniętym
młodym człowiekiem i nie będę musiała uczestniczyć w rozważaniach typu
"skręcamy w lewo czy w prawo". W związku z czym udałam się do toalety.
A kiedy wróciłam, okazało się, że "nasz stolik" przeniósł się w pobliże, gdzie
nieco gromadniejsze towarzystwo było bardzo ożywione koncepcją
jutrzejszej, wspólnej jak się okazało, wycieczki.
Najprawdziwsza wycieczka! Wliczając mnie jest nas razem pięć osób.
Już się lubimy, bo cel nas łączy. Więc ustalona godzina, środki lokomocji
i przewidywany czas podróży.


Nasz hostel o nazwie "Casa Gracia" znajduje się przy okazałym pasażu
Passeiges de Gracia. Stąd jakieś 10 minut do ważnego punktu orientacyjnego
Placa de Catalunya. Znajduje się tam ostatni i zarazem pierwszy przystanek
Aerobusu czyli popularnego środka transportu podróżnych na trasie lotnisko-
centrum miasta. Korzystniej jest jechać z lotniska pociągiem, ale to opcja
dla bardziej rozgarniętych.

Z Placa de Catalunya, gdzie w tej chwili znajduje się rozbrzmiewające muzyką
lodowisko (wieczorem po bilety ustawia się spora kolejka), prowadzi wiele
pięknych ulic w różne ciekawe miejsca Barcelony. Najczęściej docieramy
do kolejnych okazałych placów lub skwerów, skąd drogi prowadzą do równie
interesujących miejsc. Ulice Barcelony są bogate i przestronne. Pochodzące
z różnego okresu kilkupiętrowe kamienice często sąsiadują z nowoczesnymi
budynkami.

Po drodze mnóstwo sklepów, kawiarni i restauracji. Teraz w świątecznym
okresie dodatkowo rozświetlone stosownymi dekoracjami.

Tym razem wybieramy metro, by dojechać do Placa d'Espanya. Stamtąd bowiem
wyrusza pociąg (cena biletu 10 euro) do oddalonego około 40 km w kierunku
północno-zachodnim, położonego w masywie górskim Montserrat, słynnego
klasztoru Benedyktynów.


Klasztor pochodzi z X wieku i jest drugim po Santiago de Compostella miejscem
pielgrzymek w Hiszpanii. Klasztor zniszczony przez wojska napoleońskie
został odbudowany i w tej formie obecnie funkcjonuje.



Jest to ważne miejsce dla Katalończyków podtrzymujących swoje tradycje
niepodległościowe. Niedawne, listopadowe referendum potwierdziło ich
chęć odłączenia się od Hiszpanii.



Ostatni przystanek pociągu jest właśnie tutaj. Piękne miejsce widokowe,
dobrze zorganizowana infrastruktura, no i sam klasztor naprawdę imponujący
rozmiarem i bogactwem.



Znajduje się tu figura Matki Boskiej pochodząca z XII wieku.
Istnieje  też muzeum (Museo de Montserrat) z cenną kolekcją obrazów
malarzy hiszpańskich i europejskich.


Działa również słynny chór chłopięcy znany m.in. z wykonywania chorałów
gregoriańskich.
                                   https://www.youtube.com/watch?v=B-Vaasx4r_s

Aby wznieść się jeszcze wyżej należy zakupić za 10euro bilet, i udać się
kolejką linową na najbliższą wyżynę. Tam jest już znacznie chłodniej,
szczególnie w punkcie widokowym.



A potem wybierając jedną z górskich tras można zobaczyć i przeżyć jeszcze
więcej, czego doświadczyła cała nasza szóstka, bowiem po drodze nasza
ekipa powiększyła się o jeszcze jedna uczestniczkę:)