Saturday, 30 April 2016

POGODA w Edynburgu



 

O pogodzie w Edynburgu w ostatnim tygodniu kwietnia 2016 roku.
Średnia temperatura nie przekraczała 10'C.
Zdarzały się deszcze, kilka razy padał grad, ranki chłodne a noce jeszcze bardziej.
Ale słonecznie, świeżo, wśród śpiewu ptaków i rozkwitania wiosennych roślin.
Nadchodzi maj. Podobno będzie cieplej. Zobaczymy.
A tymczasem kilka fotek z wczorajszego, deszczowego dnia. Niespodziewanie (dla mnie,
bo miejscowi znają się na tutejszej aurze), rozświetlonego niezwykłym zachodem słońca.




















Thursday, 28 April 2016

STOCKBRIDGE SUNDAY MARKET.


Miejsce : 1 Saunders Street, Edinburgh EH3 6TQ
     Czas : Każda niedziela, w godzinach 10-17

http://www.stockbridgemarket.com/
https://www.facebook.com/StockbridgeMarket/




Jeżeli jest to niedziela, zwłaszcza słoneczna, a przynajmniej bezdeszczowa, market czyli
targ, jest ciekawym miejscem na spędzenie kilku wolnych chwil.
Ceny produktów ,od rolnika', są wyższe niż w sieciówkach z przyczyn oczywistych,
zwłaszcza, że ich jakość jest nieporównywalna.
W Edynburgu, najbardziej znanymi  targami są
Garssmarket Market  (na Old Town)     Grassmarket EH1 2JR             (w soboty)
Leith Market (w dzielnicy portowej)     Dock Place   EH6 6LU           (w soboty)
Fountainbridge Street Food Fridays      Fountainbridge  EH3 9QD      (w piątki)
oraz odwiedzany przeze mnie, niedzielny Stockbridge Market





Wszystko zdrowe, organiczne, ekologiczne, w razie zapotrzebowania klienta
makrobiotyczne, wegetariańskie i vegańskie.
Oprócz tego mięsa, ryby, sery, miody, nalewki, wszystko 'made in Scotland'
z gospodarstw szkockich rolników.









Mniej lub bardziej gorące dania 'na wynos'. Tu ustawiają się najdłuższe kolejki.
Nie ma znaczenia roślinożercy czy amatorzy owczych podrobów.
Wszyscy czekają cierpliwie. Bo i jakość i cena (w tym wypadku niższa niż w restauracji),
zachęcają.







Najdłuższa kolejka. Celem jest paella. Wprawdzie to hiszpańska Walencja rości
sobie do niej prawo, ale liczne odmiany tej potrawy, nawet symbolicznie odmienne,
rozpowszechnione są we wszystkich kuchniach świata.


Mój niedzielny, królewski obiad. Niestety nie znam nazwy, ale podobno
danie vegańskie. Te dwa klopsiki, częściowo przesłonięte pieczoną brukwią,niby
bezmięsne, chociaż smakowały klopsikowato.
Pyszne!
Muzyka...
Kawa...
i kawiarnia, serwująca
kawę 'na wynos'
https://www.steampunkcoffee.co.uk/van/


Coś dla czworonożnych Przyjaciół.
To się nazywa marketing:) No bo jak, zajadając się ekologicznymi smakołykami,
nie kupić psu zdrowego, bezglutenowego, wolnego od laktozy i pszenicy pożywienia...



Psy chyba o tym wiedzą, bo wiedzione psią intuicją, przyprowadzają tu swoich
opiekunów, i razem, grzecznie czekają w kolejce.


Nic tak nie przyciąga uwagi klienta, jak słodki szczeniak. I nie ma znaczenia,
czy sprzedawca oferuje proszek do prania, papier toaletowy czy dachówkę.
Tutaj jednak, żywa reklama jak najbardziej na miejscu.


Rękodzieło...



oraz, jak zawsze w takich okolicznościach 'dużo więcej...'




Wednesday, 27 April 2016

Edynburg. STOCKBRIDGE



Podczas nawet krótkiego pobytu w Edynburgu, warto przespacerować się, liczącą
niecały kilometr, ulicą Frederick Street. Prowadzi ona, poprzez New Town, w kierunku
północnym, a przyjmując pomnik przy Princess Street (na poniższym zdjęciu) jako punkt
odniesienia, położona jest prostopadle w stosunku do niego.





Frederick Street, przechodzi w Howe Street, St. Vincent Street, i prowadzi do tego miejsca.


Dziewiętnastowieczny St. Stephen's Church, czyli kościół św. Stefana zaprojektował
William Henry Playfair.
Budowla robi wrażenie, Ogromne wejście, bardziej kojarzące się z wejściem do krypty,
(co zresztą nie odbiega charakterem od większości edynburskich budynków), nieco
niepokoi. Na szczęście kościół ten nie zamyka ulicy.
Skręcając w lewo, mijając narożną kafejkę St.Vincent Bar, która wzięła swą nazwę
od patrona sąsiedniej St. Vincent Chapel,


wkraczamy w malowniczą uliczkę Circus Lane.


w głębi obok górującej nad otoczeniem wieży St. Stephen's Church, widoczne zwieńczenie
dachu St. Vincent's Chapel.





Stąd zaledwie kilka minut do mostu Stockbridge na rzece Water of Leith.
Stockbridge jest północnym krańcem New Town, dzielnicy powstałej w XVIII wieku.
Jej rezydentami stali się zamożni edynburczycy, zresztą z myślą o nich została
zaprojektowana. Widać rozmach i urbanistyczną wizję. Uwzględniono też obecność
parków i skwerów.


Urokliwe miejsce. Nic dziwnego, że chętnie osiedlali się tu artyści.
Sama nazwa wywodzi się ze szkockich słów oznaczających drewniany most. Łączył on
brzegi Water of Leith, a tym samym New Town z miasteczkiem Stockbridge, i pobliską
Dean Village.




To miejsce tętni swoim własnym życiem, odmiennym od pozostałych części miasta.
Zresztą Edynburg ma to do siebie, że poszczególne jego fragmenty, mają swoją
specyfikę. Miasto jest w tym spójne, pozornie nie czuje się kontrastów czy dysonansów.
Są jednak odmienne barwy, nastroje, klimaty, zapachy, niebo nad głową. No i to,
co jest pod ziemią.



A Stockbridge ma w sobie jakąś lekkość, niefrasobliwość, nawet radość. Chociaż
to ostatnie określenie niezbyt wplata mi się w edynburskie klimaty. Ale tutaj jest coś,
co z braku innego słowa nazywam radością. Żeby uściślić, jej północną odmianą:)




Nie jest tu nudno. Kafejki, restauracje, sklepiki, w tym spora ilość charity shops,
galerie, i niedzielny farmer market.
I dla odmiany, dla zupełnej odmiany, w kilkanaście minut można znaleźć się
w Royal Botanic Garden, czyli naprawdę robiącym wrażenie Ogrodzie Botanicznym.